piątek, 15 czerwca 2018

Trzy szkice o czystym działaniu



Dobry wieczór.

Drogi pamiętniczku i czytelniku, zagadnienie sprawczości i proaktywności życiowej interesuje mnie od dobrych paru miesięcy. Moje życie nabiera złożoności z miesiąca na miesiąc, zaś opóźnienie w ogarnianiu i przetwarzaniu tej złożoności jest moją codzienną rozterką.

Bycie w świecie z:
-rozpędzoną percepcją
-hiperwrażliwym aparatem poznawczym
-coraz bardziej otwartym sercem
-uporczywie nieskończonym umysłem

...uczyniło z życia przygodę, w której regularnie obrywam w twarz czy gdzie indziej, usiłując wszystko zintegrować i zachować pęd. (to przyspiesza) Codziennie odkrywam że czegoś nie wiem i dowiaduję się robiąc to, zazwyczaj nie tak jak trzeba. Regularnie zaliczam fuck-upy i jestem jeszcze głupszy po szkodzie niż wcześniej.
Intensywnie się uczę, ale na nowych niż wcześniej warunkach; kurczą się bowiem moje strefy komfortu gdzie mógłbym dumać, trwonić czas i prokrastynować wyzwania.

Moja wielka przygoda z funkcjonowaniem poza skorupką ego zaczęła się WTEDY. Trzy lata później jestem gdzieś w trakcie procesu, który wciąż odkrywa nowe zasady gry, nowe wertepy i dołki.
I tak się to żyćko kręci.


Poniższe trzy szkice traktują o tym samym; o sztuce działania, kontinuum ruchu w codziennym życiu, oraz ucieczkach od tegoż rozpędzonego życia.

/szkic o uchylaniu się od działania/

Intelekt tworzy zaplecze z którego można patrzeć na świat. To przestrzeń myśli i wniosków, w którym wielu znalazło schronienie. Tak powstał dziwny rodzaj człowieka zwanego intelektualistą. Mowa tu niekoniecznie o tych "łeb jak sklep" lecz - w skrócie - o człowieku, który ma stelażu poglądów i koncepcji buduje swoje życie; w tymże stelażu odnajduje i tworzy sens życia i jego kierunek.

Era informacyjna codziennie produkuje budulec z którego można wznosić ów stelaż. Duchowe, samorozwojowe i polityczne koncepcje są cegiełkami, mocowaniami, z których  stelaż powstaje. Eckhart Tolle ukuł termin "stan świadka" - w ten sposób bycie uważnym, uzbrojone i podparte masą poglądów naukowych i filozoficznych zostało ustawione na piedestale.
Pogląd startowy, myśl zero: wystarczy być uważnym, wystarczy być mindful.
Dalej masz mnóstwo technik, praktyk, warsztatów i trików, które umocnią Twoją uważność w starciu ze światem wewnętrznym.
Mamy także królestwo coachingu i psychologii pozytywnej; nie tylko bądź uważny, ale bądź także miły. ZAWSZE. Załóż, że tak będzie najlepiej. Załóż, że osiąście (dwelling) w tej postawie stanowi kres wątpliwości - przecież wszystko logicznie się zgadza.
Bądź pozytywny. Bądź miły.
Jesteś dzieckiem wszechświata, jesteś Bogiem - tylko bądź uważny. I tak dalej.
Mamy więc różne wszechświaty myśli, kosmosy koncepcji, które zamieszkują istoty ludzkie. Wszechświaty te oferują odpowiedzi, sensy i znaczenia, które tworzą zaplecze życia.
Duchowe czy rozwojowe strefy komfortu...

Cóż, to wszystko fałsz - najnowsza wersja samooszukiwania się, jaką opracował człowiek. Czy jest dla nas dostępne coś innego? Jak najbardziej:
...jest to życie w działaniu, bycie wystawione na życie, bez bufora poglądów i koncepcji, które mają to życie zaczarować, zmiękczyć czy zafirmatyzować.
Życie w którym wszystko trzeba zrobić samemu, rozpoczynając (wciąż na nowo) z miejsca, w którym się jest - z miejsca teraz. Wraz ze słabościami, ścieżkami nawyków i bagażem cierpienia; surowym, bezpośrednim, intymnym.

...bo nie ma przecież odpowiedzi na pytania; pytanie jest jedynie formą działania, z której może wyłonić się droga. Ta droga to jednak nie odpowiedź, nie jest to uwieńczenie; to po prostu dalsza ścieżka. Ścieżka, którą się idzie, nosząc w sobie zmęczone serce i stopy poranione od kamieni, którymi usiana jest droga.

Ścieżka, którą się idzie bez żadnej asekuracji - ponieważ asekuracja odrywa stopy od ścieżki.
Zaś rzeczoną asekuracją jest każdy wniosek, osąd czy myśl, które określają minioną sytuację bądź aktualne działanie jako; dobre, złe, skuteczne, nieporadne, dumne. Wszystkie te nakładki odrywają nas od nurtu działania - odciągają do fałszywego schronienia zaplecza.
Czy rozumiesz?

Nie chodzi o to, aby podejmować dobre wybory a unikać złych. Chodzi o to, żeby iść - a jeżeli chcesz iść, to tylko w kontakcie ze sobą, jako Ty, chociaż nie masz pojęcia kim jesteś, bo takie pojęcie już jest asekuracją. Czujesz jednak siebie i stawiasz kroki - a rzeczy po prostu zdarzają się i przychodzą, bez końca. Umysł próbuje ujarzmić ich nurt i wytyczyć kierunek; jednak im więcej mądrości, tym trudniej o takie domknięcie.

Domknięcie niczego Tobie nie da, nie uchyli Twojej niepewności - ta niepewność jest życiem; niepewność jest rezygnacją z podpórek, protez i asekuracji tworzących fałszywą pewność.

Takie moje wnioski na ostatni czas.


/szkic o religii działania/
"Abhidharma, podobnie jak buddyzm w ogóle jest fenomenologicznym dociekaniem, podejmowanym z intencją soteriologiczną. Innymi słowy, całe jej zainteresowanie skupia sie na badaniu ludzkiego doświadczenia z intencją znalezineia sposobu na zmianę jakości tego doświadczenia: wyzwolenie z cierpienia. [Badanie buddyjskie] nie jest wywodem metafizycznym, lecz opisem zaawansowanej metody analizy umysłu, swego rodzaju fenomenologia jogi, i w tym sensie ma charakter na wskroś naukowy" 
 - John Crook, Kryzys światowy a humanizm buddyjski, 72


Buddhadharma jest religią działania, czyli tak zwanej ortopraksji. Ortopraksja oznacza właściwe działanie (orthos praxis) odróżnione od właściwego poglądu lub wiary (orthos doxa). Pozwolę sobie tutaj na skrót myślowy: buddhadharma jest religią praktyki, a nie teorii. Inne rozróżnienie to religia doświadczenia, nie zaś religia wiary - nieco już zużyte w dyskursie potocznym.


Religia zaś - jak sam rozumiem to słowo - oznacza totalny wysiłek skierowany ku świętości. Totalny, czyli obejmujący całe życie. To znaczy; religia nie ma sensu, kiedy ogranicza się do wydzielonej (i wyścielonej) przestrzeni np. czasu nabożeństwa czy medytacji. Istotą religijności (w odróżnieniu od duchowości) jest  (całkowite, totalne) dążenie do przesiąknięcia świętością całego życia. Jak jednak możemy doprowadzić do tego przesiąknięcia? Właśnie takie dążenie jest praktyką i obejmuje:

-każdą świadomie przeżywaną chwilę (każdą emocje, myśl i ruch ciała)
-każdą rozmowę i szerzej każdą relację z drugim człowiekiem
-wszystkie okoliczności życiowe (praca, czas wolny, rodzina, związek intymny)

W skrócie zatem, w religii zmierzamy do praktykowania życia - odnalezienia i kultywowania w sobie wysiłku. W Buddhadharmie, wysiłek ten wyjaśniony jest przy pomocy Ośmiorakiej Ścieżki. W tym tekście nie chcę jednak odnosić się do doktryny, ale samego działania, samego wysiłku, zwanego "właściwym".

Użyte powyżej słowo "wysiłek" rozumiem jako żarliwość. Nie jest to zmuszanie się do czegoś (a jeżeli jest, należy jak najszybciej przestać). To raczej chęć, zapał, gorliwość czy pasja, którą odczuwamy, kiedy robimy coś, co naprawdę kochamy, w czym jesteśmy naprawdę dobrzy.
Może to być np. boks, granie na komputerze, taniec lub działalność artystyczna.

W religii zaś to "coś" jest po prostu życiem. Życie, przeżywanie staje się pasją. Zanim pogubimy się w myśleniu #czymjestżycie spójrzmy na nie jako totalność przeżytych chwil. Życie oznacza to, co masz akurat przed oczami; w moim przypadku jest to ten tekst, a dalej sytuacja w której on powstaje: wolny kwadrans w pracy.  Konkretniej? Życie "rozpoczyna się" kiedy budzisz się rano. Następnie wykonujesz czynności higieniczne umożliwiających wyjście z domu. Potem docierasz do pracy albo na studia - no i robisz swoje. Zawsze robisz coś, nawet jeżeli jest to bezczynność - to robienie jest właśnie życiem.

W Buddhadharmie zmierzamy do przeobrażenia naszego działania. To coś innego niż życie w zgodzie z doktryną (buddyjską czy inną) - która staje się wskazówką czy drogowskazem, z którym uzgadniamy nasze działanie. Nie uzgadniamy naszego działania z zewnętrznym autorytetem czy kodeksem moralnym, raczej zanurzamy się w działaniu i to wewnątrz niego odnajdujemy kierunek - właśnie ten kierunek jest przesiąkaniem, uświęcaniem życia i działania.

Każdy zewnętrzny kontroler działania zasadza się na języku: rób coś albo czegoś nie rób. Powinieneś robić tak, a nie powinieneś robić inaczej. Wskazania na temat działania rozszczepiają się na dwoje - to nieubłagana konsekwencja używania języka.

Natomiast w nurcie samego działania nie ma tego rozszczepienia - pojawia się ono, kiedy sprawdzamy działanie z myśleniem lub tekstem. Działanie jest innym wymiarzem niż myślenie - a jednocześnie wymiary te się przenikają lub nakładają. Możemy "robić myślenie" i "myśleć o robieniu" - w ten sposób te sfery są przemienne.

Życie to działanie; bezpośrednie i ruchome bycie w świecie napotykające ludzi, sytuacje i zjawiska, a dalej odnoszenie się do nich. Działanie jest relacyjne; uwzględnia i włącza innych ludzi (nawet kiedy działasz w kontakcie ze sobą!), nigdy nie zachodzi w próżni. Kiedy "robimy chodzenie" angażuje ono nasze ciało (konkretnie, nogi) a także podłoże na którym się znajdujemy. Chodzenie jest więc relacyjnym działaniem: nogi spotykają się  i współpracują z ziemią. Mówienie zaś to spotkanie Twoich słów z uszami drugiego człowieka. Później słyszysz jego odniesienie się lub odpowiedź - tak rozwija się współpraca, tak pulsuje rytm działania: Ty i ja, Ty i ja, noga-ziemia-noga-ziemia, coś-coś.

Możemy także myśleć o życiu - to również jest działaniem! Jednakże, możemy myśleć o życiu (sobie, innych, sytuacjach) w taki sposób, który oddala nas od tego życia.  
Nie jest istotne, jakich koncepcji używamy do takiego myślenia. Nie jest tak ważne co myślimy, najistotniejsze jest jak myślimy, jak "robimy myślenie".

To "jak" przekracza zatem treść myśli i odsyła nas do myślenia jako działania. Myślenie jest jak ruszanie ciałem. Nie poświęcasz przecież uwagi każdemu ruchowi, który musisz wykonać (zgięcie nadgarstka, skurcz mięśni grzbietu, ruch gałek ocznych, praca miednicy czy przepony). Raczej mobilizujesz ciało żeby poradzić sobie z tym, co masz przed sobą.

W taki sam sposób poszczególne myśli, ich treść, używane koncepcje nie są tak istotne, jak samo używanie myślenia do radzenia sobie z życiem, a także rezultat tego działania. Traktowanie myślenia jako działania - patrzenie na myślenie jako na całość czyli "myślenie" - pozwala zauważyć wprost pętle i pułapki, które pojawiają się, kiedy grzęźniemy w treści myślenia. To "ugrzęźnięcie" dotyczy konkretnych koncepcji, słów czy znaczeń - właśnie one mogą stać się pułapkami i błędnymi pętlami.

Czy jesteśmy w stanie obserwować nasze myślenie w taki sposób? To troche inny sposób widzenia niż sposób intelektualistyczny: wewnątrz niego poszukujemy zgodności pomiędzy koncepcjami. Kodem uzyskania tej zgodności jest język porozumiewania się, wpleciona w niego logika artystotelejska, dalej normy retoryczne albo jakiś system myślowy. Kiedy akceptujemy jakiś kod jako punkt wyjścia nadbudowujemy na nim osądy i opinie. W religiach ortodoksyjnych taki system reguluje całe życie. W parach, które opisałem wyżej (ja-ty, moje-twoje, ja-sytuacja, coś-coś), pogląd pełni rolę sędziego, wskazując co jest dobre a co złe. Jeżeli włączamy w to naszą żarliwość, wszystko musi do siebie pasować i pojawia się presja przyporządkowania.

Żarliwość włożona w działanie daje inne rezultaty. Zamiast kontrolować zgodność z koncepcją, działanie rozwija się z chwili na chwilę - zaś podczas działania, rozpędzeni w ruchu, na bieżąco rozpoznajemy co możemy robić i natychmiast podejmujemy zalążki, które napotykamy po drodze. Przypomina to bardziej jazdę samochodem rajdowym niż grę w szachy.



/ szkic o stanie flow /

Z czego wypływa i czym napędzane jest codzienne działanie?
Codziennie trzeba wstać z łóżka, odbyć poranne rytuały a następnie wykonywać czynności, które zapewniają nam byt. Wyróżniamy także czynności, które są "w nagrodę" za czas znoju i pracy, więc mamy podział na pracę i czas wolny.  

Z pewnością istnieje podbudowa czy osnowa tych czynności, tzw. bat albo marchewka. Bez nich nie byłoby napędu; osiołek by się nie ruszał tam gdzie chcemy - być może. 

Różnie myślimy o naszym życiu; w kategoriach konieczności, kuszących obietnic albo wyższych czy głębszych idei.  Niektórzy nawigują przy pomocy Wolności, Prawdy, Miłości czy Człowieczeństwa. Inni owijają swoje działania w kategorie ekonomiczne, te "praktyczne" i "konkretne" ramy. Wszystko to daje poczucie głębszego sensu. Konkretnie, obiecuje to głębie - dalszą perspektywę tego, co robimy. Inaczej - być może - wszystko stałoby się bezznaczeniowym ciągiem czynności, mechanicznym czy pozbawionym życia.  
Ale czy naprawdę? 

Czy samo działanie nie wystarczy? 

Moment, w którym budzisz się do kolejnego dnia oznacza mobilizację procesów poznawczych i biologicznych; Ożywasz!, otwierasz oczy i nagle jesteś w świecie. Poruszasz kończynami, całym ciałem, Twoje dłonie badają otoczenie, oczy omiatają je spojrzeniem; miriad szczegółów i niuansów przelewa się przez zmysły. Energia życiowa wzbiera i opada, zależnie od pożywienia, ruchu, kawy, czy mnóstwa innych rzeczy.  Jakaś część umysłu filtruje to wszystko na bieżąco; "robię to, żeby to, muszę to żeby tamto" nie tylko działamy w świecie, ale także myślimy o nim. Albo odwrotnie: myślimy o świecie podczas bycia i działania w jego strumieniu.  

Znacznie więcej myślimy, niż w nim jesteśmy.   

Nasze działanie napędzane jest poczuciem celowości - kij lub marchewka są rodzajem paliwa, które pozwala stawiać kolejne kroki. Cała ta architektura celów, sensów, marzeń i strachów jest "zainstalowana" na poznaniu, ona koordynuje działanie i jego kierunek. Z pewnością jest niezwykle potrzebna. 

Myślę, że skoordynowanie działania z tą siatką planów i celów jest powodem do dumy dla większości ludzi. Sam natrafiłem na sporo kłopotów podczas przyswajania sobie tej umiejętności - robienie czegoś dla czegoś innego wzbudzało we mnie poczucie zgrzytu, jakbym próbował zestawić dwa nieprzystawialne wymiary. "Gęstą" postacią tej strategii są wszelkie tabelki i ramy, wedle których kataloguje się kolejne czynności zmierzające do realizacji projektu życiowego, organizacyjnego czy biznesowego. 
Wszystko to jest wymyśloną strukturą uwiecznioną w jakieś postaci - tak właśnie powstaje mapa planów i celów. 

OK. Mamy zatem myślenie i działanie - jak można zgrać jedno z drugim? 

Pierwszy, bardziej popularny pomysł brzmi - myślenie kontroluje działanie. Drugi, który mnie urzekł można by sformułować tak: myślenie także jest działaniem; w ogóle WSZYSTKO jest działaniem. Oznacza to, że nie ma układu gdzie coś jest "ponad" drugim, dlatego może coś koordynować. 

Niektórzy ludzie nie są w stanie wykształcić i utrzymać układu nr 1 - ich umysłowość na to nie pozwala. Myślę, ze jest to dla nich naturalnym zaproszeniem do nawigowania przez życie innym sposobem. I właśnie o tym chcę napisać poniżej.

Uważam także, że taki rodzaj życia jest esencją autentycznej duchowości, zaś wszelkie rozróżnienia na duchowość i religię, mądrość i głupotę czy duchowość i New Age są całkiem zbędne.
Nie ustalamy co jest prawdziwe a co fałszywe, wyższe czy niższe; zamiast tego zanurzamy się bez reszty w działaniu. Stopniowo porzucamy konceptualne mocowania stworzone przez osądzanie i analizę. Oznacza to, że nie robimy kroku poza działanie,  w celu jego oceny, analizy prowadzącej do podjęcia stosownej, opartej na zamyśle decyzji.

Zamiast tego działamy na bieżąco, utrzymując jedynie elemetarną, rozluźnioną i przezroczystą siatkę celów i kierunków, która jest niezbędna do prowadzenia życia.  
Jak pisałem wyżej, dla wielu ludzi rozrośnięta, wewnętrznie spójna i gęsta siatka sensów i celów jest dowodem dojrzałego życia. W takiej sytuacji należałoby trochę roztopić jej spoistość, zredukować jej nadobecność. 

Wierzę, że życie zanurzone w działaniu, wielekroć hartujące się i rozjaśniające w kontakcie z codziennymi sytuacjami, może odkryć ścieżkę, w której wszystko, co nam się przytrafia, obraca się ku dobremu. W narracjach religijnych, instancją ochraniającą takie działanie jest Bóg lub Dao - rzecznicy obu tych religii odwoływali się do "wyższej siły", która zabezpieczy i poprowadzi ludzkie życie, jeżeli tylko człowiek odważy się na stopniową rezygnację z innych podpórek: idoli, sensów, obietnic czy nadziei, które podbudowują jego działanie i życie. Potrzeba tu wiary, a następnie skoku wiary, który dalej będzie trzeba wykonywać tysiące razy. 

Taki skok wiary oznacza zstąpienie w samo działanie i pozostanie tam - przeskoczenie przez mury założeń i gwarancji, które wytwarzamy i sprawdzamy dla zachowania poczucia bezpieczeństwa. Działanie rozwija się samo z siebie, sekunda po sekundzie. Przedstawia nam kolejnym i kolejnym rzeczom, bez uprzedzenia. Okazuje się, że wszystkie założenia i gwarancje, którymi wspieraliśmy nasze decyzje i kroki działają hamulcowo na nurt samego działania. Kiedy zaś uwolnimy ów nurt, możemy zacząć uczyć się w nim poruszać, co uwzględnia WSZYSTKIE emocje i sytuacje, do których działanie nas doprowadzi.

Gwarancje, obietnice, otamowania i założenia są oczywistymi filtrami tego, co przychodzi do nas & z nas. Są one bezwzlędnie konieczne do funkcjonowania w świecie.
Możemy jednak otworzyć inny "kanał" funkcjonowania i powracać od niego od czasu do czasu, aby rozwinąć orientacje i umiejętności, które odnajdziemy tylko i wyłącznie wewnątrz czystego działania. 

Nie mówię zatem o całkowitym oddaniu się rzeczywistości - taka "całkowitość" jest bowiem motywacją religijną. Co więcej, sama figura takiego całkowitego oddania może stać się romantycznym czy wysiłkowym zamierzeniem. Mnie samego inspirowała ona przez wiele lat, ale z Tobą może być inaczej. 

Czy masz pewne wrażenie tego, o czym piszę? Jeżeli nie, oderwij proszę wzrok od tego tekstu i przenieś go na swoje stopy. Zrobiłeś to? Następnie wróć do tekstu i pomyśl o swoich stopach bez patrzenia na nie. Zauważ, że w tej chwili możesz zrobić parę innych, skromnych rzeczy - zrób je. Zauważ ruch w czynności, poczuj zwieńczenie myśli w działaniu, albo wręcz nieobecność samej myśli; samo działanie. 

 Możesz wstać i wykonać parę kroków przed siebie, możesz rozciągnąć swoje ramiona lub przymknąć oczy. Jaki sens mają te działania? Oczywiście: rozciąganie ramion prowadzi do ich zrelaksowania, sięgnięcie za inny tekst otwiera możliwości rozrywkowe lub edukacyjne. Jednak bazowo, po prostu ROBIMY RZECZY. I w trakcie robienia tych rzeczy odkrywamy jakości których nie ma sensu ujmować jako cele albo motywacje; są one obecne w działaniu i to wszystko. Ciało porusza się w działaniu, umysł generuje różne myśli. Jesteś pobudzony, jesteś zmęczony - to wszystko.  

Działanie nabiera rumieńców, kiedy spotykamy się z innymi ludźmi. Możesz spojrzeć na mężczyznę albo kobietę - co się wtedy stanie? Odwrócisz lub utrzymasz spojrzenie; co się z niego wyłoni? Możesz poznać kogoś na ulicy i tak rozpocząć wielką przyjaźń lub miłość, obecną już w momencie pierwszego kontaktu, jak embrion. Czy jednak musi w Tobie powstać myśl, że z takim a nie innym "zasobem ludzkim" uczynię to czy tamto? Czy musisz szacować swoje szanse na tę czy inną kobietę? W środowisku biznesowym ten "zamysł" staje się dominujący; wszystkie relacje mają swoją stawkę, służą osiągnięciu zysku, lub warunków do mnożenia zysku. W relacjach międzyludzkich taki zamysł wiodący do bliskości fizycznej czyni człowieka "creepem" - czy rozumiesz co mam na myśli? Pozdrawiam Piotrka. 

Relacje z innymi ludźmi są dynamiczne i pełne tajemnic. Dlatego właśnie w wielu społeczeństwach podlegały ścisłym regulacjom. Nieprzewidywalność została kulturowo zabezpieczona.  Piszę teraz o etykiecie postępowania, szczególnie rygorystycznej u Japończyków. Jednocześnie, wielu z nas tęskni za spontanicznością i swobodną ekspresją, jednak czasami nie potrafimy jej odnaleźć w sobie albo w rozmowie - co zatem powstrzymuje nas przed byciem prawdziwie otwartym? 

/ Być może sama obecność zamysłu, planu, agendy, założenia czy nadziei ściska nurt działania, uniemożliwiając otwarcie. Samo otwarcie jest zaś źródłem satysfakcji i owocnej międzyludzkiej wymiany, stanowi także niezbędny warunek twórczej ekspresji. Jednoczesnie zamknięcie -  którego przyczyną może być siatka założeń, obawa lub coś innego - generują swoisty "inkubator", w środku którego dojrzewają uczucia, myśli i wglądy. Być może same znajdą swój czas, aby się narodzić /   

Stopniowo okazuje się, że każdy zamysł wkręcony w tryby koła działania oddziałuje na jego nurt. Nie jest to jednak błędem, ale informacją, którą dostajemy każdorazowo, kiedy usiłujemy usiłujemy  ujarzmić działanie myśleniem. Jest to bardzo pierwotne spostrzeżenie, na które - potencjalnie - możemy natrafiać setki razy dziennie. Każdorazowo jest to okazja do obserwacja i nauki; możemy przeniknąć relację myślenia i działania na tyle, aby jedno nie plątało drugiego.

Czasami wytwarzamy złożone plany dotyczące naszej przyszłości czy "właściwego" procedowania teraźniejszości - fantazjujemy o działaniu. Kiedy jednak przechodzimy do samego działania, uzbrojeni w plany i kofeinową stymulację, okazuje się, że działanie przynależy do innej galaktyki. Jest to inny świat, w który - co za niespodzianka! -  angażujemy się dosyć płytko.
Jeżeli natomiast zstąpimy głębiej w nurt działania, spotkają nas odkrycia, które są po prostu nie do pomyślenia. Są niepomyślalne; możemy napotkać je tylko w ruchu, wewnątrz działania. Następnie, możemy udoskonalić działanie tak, aby częściej je spotykać, aby pozostać z nimi w kontakcie. Nie da się ich sfabrykować myśleniem; możemy się do nich zbliżyć tylko w świeżości i ożywieniu działania. 

Nurt działania jest żywym teraz - nie takim kontemplacyjnym, spokojnym i "pustym" teraz, lecz dynamiczną chwilą przez którą przewleczone są kolejne ruchy, kolejne czynności i działania. Bycie w tym kontinuum wzbudza zaagażowanie, które nie zaczepia się na czymś konkretnym; raczej kolejne, naturalnie przychodzące czynności karmią jego ogień. 

Ten rodzaj pasji, stopionej z  najzwyczajniejszym życiem jest dla mnie istotą religijności; owa szaleńcza, wielka radość z każdej możliwości, którą podsuwa nam życie, pogodna zgoda na wszystko co przyjdzie, przechodzenie od chwili do chwili z akceptacją i ciekawością - oto wymiar życia, który rozkwita z wewnątrz działania. 

Jednocześnie, taki "tryb życia" jest sztuką, którą można rozwijać i doskonalić. 

Wolny od haczyków myśli i rozpędzony w działaniu, natrafiasz na kolejne i kolejne rzeczy; manualne i bardziej abstrakcyjne. Im większa złożoność czynności tym większy poziom trudności. Stopniowo, każdy może określić granicę swojej kondycji, poza którą kontinuum działania przestaje być możliwe, zaś umysł niejako grzęźnie w tworach konceptualnego umysłu: planach, obawach, założeniach, ich wzajemnych sprzecznościach i przenikaniu się. 

Jeżeli patrzymy na to z perspektywy płynnego i wydolnego działania możemy zauważyć kiedy działanie wytraca swój pęd, zamula się. Tworzy to punkt widzenia, z którego można spoglądać na wpływ myśli na działanie. Zamiast wikłać się i negocjować z tworami myślenia, spoglądamy na myślenie jako całość. Uwalniamy się wtedy od treści myślenia, wszystkich "ale jak", "dlaczego", "po co", "co mi to daje", "czy jesteś pewna", "czego do tego potrzebuję" i tak dalej.

Negocjacje z tworami myślenia mogłyby trwać w nieskończoność. Popularne rozumienie głosi, że "zrozumienie" czy "przeanalizowanie" sytuacji dociera do momentu, kiedy rozpatrzyliśmy już wszystkie "za i przeciw" i jesteśmy gotowi do akcji. 
Uważam, że jest to błędny wniosek; człowiek raczej coachuje się własną analizą aby osiągnąć pewność, która pozwoli mu wejść w stan działania. Rzadko przecież przeprowadzamy rzeczową, racjonalną analizę sytuacji.. Czasami dotykamy myślami problemu, co powoli prowadzi do jasności. Robimy z założeniami mnóstwo różnych rzeczy.

Jednakże, zainicjowanie działania przenosi nas po prostu w inne miejsce, które ma swoje odrębne zasady. Gdybyśmy jasno odróżnili tryby myślenia koordynującego działanie i tryb działania włączającego (including) myślenie, moglibyśmy zobaczyć jak często rytm naszego życia jest poszarpany, jest wojną pozycyjną podczas której spędzamy mnóstwo czasu w myślowych okopach, z krótkimi "wypadami" w sferę działania.  

(....)