wtorek, 20 października 2015

Teoria upadku



Czytałem kiedyś o ludziach, którzy stali nieruchomo pośród pustyni przez dwa dni, żeby udowodnić Bogu swoje całkowite oddanie. Gerontikon zawiera dziesiątki takich opowieści. Podobne świadectwa odnajdujemy w listach klasycznych mistrzów chan. Yuanwu Keqin wspomina o nagich ludziach stojących po pas w śniegu i odcinających sobie dłonie. Stara legenda mówi o Bodhidharmie, który odciął sobie powieki, zirytowany ciągłym zasypianiem podczas swojego siedmioletniego odosobnienia. Oczywiście, nie trzeba przyjmować na wiarę tego, że faktycznie to zrobił (a jego powieki opadły na ziemię i wyrosły z nich krzewy herbaciane). Być może nie jest nawet ważne czy te opowieści były fikcyjne czy prawdziwe, chociaż przekonany jestem, że Gerontikon przedstawia wiele autentycznych świadectw. 

O co chodziło tym ludziom? 


Umysł głupca natychmiast znajdzie wytłumaczenie; to ludzie religijni, a religia jest bujdą, szczególnie chrześcijaństwo. Nie tylko w religiach odnajdujemy podobne przypadki. Czas wojny, epidemii, czy innego masowego nieszczęścia obfitują w historie ludzi, którzy przesunęli daleko granice własnej wytrzymałości psychicznej i fizycznej. Różnica polega na tym, że często nie mieli wyboru. Sytuacja pchnęła ich do heroizmu, chociaż to oczywiście duże uproszczenie. Natomiast ludzie religijni (i mam na myśli wszystkie religie) okazywali nadludzki albo nieludzki wysiłek nie mając nad głową żadnego bata, żadnej historycznej konieczności. Impuls do podjęcia wysiłku nie przychodził z zewnątrz i często realizował się w skrajnej samotności. 

Jednym z moich ulubionych przykładów są jurodiwi. Ci rosyjscy asceci żyli w skrajnej niewygodzie, nosząc na ciele kołpaki, łańcuchy i zardzewiałe blachy, lub po prostu poruszając się zupełnie nago po mroźnej Rosji. Co więcej, nieustannie inicjowali sytuacje konfliktowe, demolowali targi uliczne i cerkwie. Nazywano ich świętymi szaleńcami, chrystusowymi głupcami. Właściwie nieustannie narażali swoje życie, odbierając sobie jedzenie, sen, wygodę, bliskość innych ludzi i tak dalej.  

Ale po co? Po co to wszystko? Istnieją różne narracje, które posiadają moc poderwania człowieka i skoncentrowania jego sił życiowych na jednym celu. Niektórzy odurzają się ideami narodowymi, filozoficznymi czy religijnymi. Tajemnica nie kryje się jednak w wyborze narracji, ale w sile woli i poświęcenia. W pasji, która ogarnia człowieka i roznieca ogień, nieustannie płonący w całym jego ciele. Nieustannie, czyli już zawsze.

We współczesnych czasach takie postawy całkowicie zniknęły z horyzontu. Ludzie spędzają godziny na deprecjonowaniu chrześcijańskiej czy religijnej instytucjonalności, niewielu jednak wie o tym, co robili święci, lub aspirujący do bycia świętymi. Oczywiście, pierwszym z nich był sam Jezus. Wizja pobitego człowieka idącego z krzyżem przez Golgotę, nieustannie wyzywanego i potrącanego przez ludzi zawsze napełniała mnie wzruszeniem. Jak ogromną miłość trzeba odnaleźć, by znieść to wszystko, dodatkowo dla ludzi okazujących taką przemoc i szyderstwo? Niezależnie od mitologii, w ramach których opowiada się takie historie, zawsze stoi za nimi człowiek, ludzki w swojej biologii, w swoich emocjach i uczuciach, bólu i strachu.  

Być może Jezus uwierzył całkowicie, że oddając samego siebie w ofierze będzie mógł pomóc upadłej rasie ludzkiej. Być może nie potrzebował tej wiary, a po prostu rozbudził w swojej biologii uczucie, które owładnęło nim całkowicie i zniszczyło wszelkie wątpliwości. Dalej już szedł prosto.

Ta prostota motywacji i celów budzi wiele sceptycyzmu i ironii, czego dobrym przykładem są stare filmy. W grze aktorskiej jest coś uznanego za sztuczne, ludzie natomiast nie biorą pod uwagę, że jest to sztuczne dla nich, bo w nich utracone.  

Przed nami wielki wodospad, zasłona narracji, szum pustosłowia, w który trzeba wejść aby odkryć jaskinię. Większość spływa z prądem, w dół, i magluje się razem z innymi w tym wielkim przeroście myślenia i wątpliwości, który kiedyś nazwałbym postmodernizmem, dzisiaj zaś rozpoznaję jako słabość i zagubienie. I upadek. 

Neurotyczny intelekt dostrzega tylko patos, uruchamia cynizm, który odcina go od "wnętrza" owego patosu przez serię osądzeń. W ten sposób spływamy z prądem. Istnieją niezliczone maski i pozy wytworzone przez ludzi słabych i dających aprobatę ze strony im podobnym. Dyskusja kończy się na wzajemnym prześciganiu się w tej grze. Być może właśnie teraz piszę o Tobie, kimkolwiek jesteś? 

Oto tajemnica. 

Ból i cierpienie sygnalizują, że człowiek rośnie. To granice i napięcia bolą, kiedy docieramy pod ich drzwi. Otwarcie ich oznacza pozostanie z nimi tak długo, aż przestaną boleć. Dlatego też życie większości ludzi polega na unikaniu, a rozłożysta struktura unikania i represji jest fundamentem naszych przyjemności, naszych pragnień i naszego społeczeństwa. Kompulsywne uniki, z których utkane są codzienne sytuacje i rozmowy są bezbrzeżnie nudne dla człowieka, który - przez przypadek lub z premedytacją - rozbudził swoją refleksyjność. Używanie intelektu do racjonalizacji swoich wiecznych uników przypomina wytarzanie pliku banknotów w błocie.   

Nie oznacza to jednak, że należy z premedytacją dążyć do cierpienia. I znów w sukurs przychodzą opowieści z Gerontikonu, czy inne historie chrześcijańskich ascetów noszących włosienice, a nieraz i krzyże wbite gwoździami w ich własne plecy. Ukazuje się tu cała perwersja ludzkiego sprawstwa, której spostrzeżenie zdyskredytowało wszelkie wysiłki chrześcijańskich ascetów. Dziecko zostało wylane wraz z brudną wodą, jak zwykle. 

Nie trzeba przyciągać cierpienia własną wolą i kalkulacją; ono i tak nieustannie napływa i wychyla się niemal ze wszystkich codziennych sytuacji. Cierpienie, dyskomfort, ból. Głównie ten psychiczny, chociaż psychiczny ból jest oczywiście czysto fizyczny. Niektórzy naciągnęli strunę swojego ciała do granic pęknięcia, wchłonęli całą moc wypływającą z bólu i doprowadzili do nieprawdopodobnego wzrostu. Inni nie mieli tyle szczęścia, struna pękła i pozostali połamani na zawsze. Każdy może wyczuć ile może znieść. To odurzenie poczuciem misji czy innym koncepcyjnym opium prowadzi do braku szacunku do ciała i własnych granic a przez to rodzi ryzyko samozłamania. W ten sposób wypalonych przed trzydziestką kulturystów i sadomasochistycznych wannabe-saints łączy ta sama głupota. Wyzwanie, przed którym stoimy wymaga znacznie więcej inteligencji i wyczucia.    

Jeżeli powyższe słowa poruszyły w Tobie pewne struny, których melodia przyciąga i rodzi ochotę na więcej, posłuchaj tego.  

Jeżeli chcesz wiedzieć więcej, napisz do mnie: dominik.ark@gmail.com